|
sobota, 03 marca 2012
kuszenie
Czy fakt, że od wczoraj na moim stoliku nocnym spoczywa apetyczny kabanos, na talerzyku, idealnie na wysokości psich ryjków, no i, ciągle tam leży, a burki stoją obok i nawet nie ośmielą się na niego spojrzeć. Czy fakt ten oznacza, że biję je zbyt mocno? Że są przekarmione? Że mogę im w końcu zdjąć oe? Czy po prostu szanują mnie, mimo iż nie jestem Sizar Milał?
wtorek, 21 lutego 2012
rozkład jazdy
Tak więc, nasze plany nieco się klarują. Frisbee. Pasienie. Obi. Wystawa (klubowa owczarków australijskich w Czechach, z fantastyczną sędziną ASCA, która hoduje fajne umiarkowane showki i versiki, toteż jadę tam po opis z Suriczkiem i po wygraną z Idą;)). 31.03/1.04- seminarium pasterskie z Tomkiem Pecoldem 15.04- zawody obedience w Wwie 28/29.04- DCDC Chorzów 19-20.05- AWI Powsin 2/3.06- DCDC Wrocław 9/10.06- czeska klubówka 21/22.07- DCDC Sopot 10/11/12.08- DCDC Poznań 17/18/19.08- seminarium pasterskie i zawody ASCA z Maartenem :) W międzyczasie owieczki u Oli, chętnie jakieś semi frizbowe, bieganie po lesie i pływanie w jeziorach. Być może jakaś niespodzianka się pojawi, ale jeśli tak, to będzie to niespodzianka dla mnie zwłaszcza 8)
Ach, i mamy postępy na piłce. Powoli zaczynam toczyć piłkę, tak że Suri musi na niej iść do przodu bądź cofać się, ma coraz większą świadomość ciała przy tak niestabilnym podłożu i w ogóle, fajna jest;) Zimowe frizbowanie to zupełnie nie to, co króliczki lubią najbardziej. Tzn. Suri spoko, jej to bez większej różnicy, ale ja naprawdę w tych ubraniach ograniczających każdy ruch i ze zmarzniętymi palcami nie potrafię porządnie rzucić ani floatera, ani backhanda... Ćwiczymy więc sobie tylko timing przy overach i multiple. I zadowolenie z pracy też ćwiczymy.
środa, 08 lutego 2012
piłka- wielki powrót
Po jakiejś ogromnie długiej, kilkumiesięcznej przerwie wyciągnęłam naszą piękną, srebrną piłkę rehabilitacyjną. Ostatnio, kiedy sucz na niej ćiwczyła, robiła obrociki, stawała na dwóch nóżkach, łapała frisbee i szarpała się gappayem. Dzisiaj miała ogromny problem z tym żeby chociażby zmieniać pozycje, obrót był w ogóle poza zasięgiem podczas pierwszych 4 wejść, dopiero przy piątym podejściu się udało. No, więc mamy trochę do nadrobienia x) Ćwiczymy sobie w ogóle trochę obi z myślą o zawodach w kweitniu, tutaj trochę równania http://www.youtube.com/watch?v=VYzxgYolS0I&feature=g-upl&context=G2c9bdf9AUAAAAAAAAAA A poza tym to jedziemy sobie do Pastuszkowa na weekend 18-19 w pięknym czekoladowo-aussikowym składzie Suri+Kajtek+Sanczo+Elmo+Trusio, będzie cudownie. I z pewnością pięknie. Oraz edukacyjnie na plus.
niedziela, 15 stycznia 2012
noworoczne blablabla
Wspominałam już, że moja supersuka przy mojej drobnej pomocy zaliczyła w grudniu egzamin na Psa Towarzyszącego IIgo stopna? Nie? No to zaliczyła, z oceną doskonałą i w ogóle, takie jesteśmy fajne. Ale ja tu nie o tym. W związku z tym, że w minionym sezonie brakowało nam jeżdżenia na zawody agilitowe, w nadchodzącym... nic się nie zmieni, nadal będzie nam ich brakować, bo nie trenujemy i raczej nic nie zamierza się w tej kwestii zmienić. Niemniej nie planujemy się nudzić. Zacznijmy od tego, że ogólnie trochę się obijamy i zamieniamy się z aktywnej parki treningowo-zawodową, w aktywną parkę miejsko-spacerowo-rowerową, czyli taka aktywność mniej prestiżowa, ale za to łatwiej ją łączyć z życiem towarzyskim w szeroko pojmowanym tego słowa znaczeniu. Nie obijamy się tak zupełnie. Ba, jesteśmy już nawet zgłoszone na pierwsze seminarium pasterskie- wybieramy się w weekend na przełomie marca i kwietnia do Tomka Pecolda, gdzie też po wieloletniej rozłące suka ma spotka swą łaciatą Fajerkową siostrę, będzie więc fajnie nawet i bez owiec ;) Poza tym zamierzam się przedtem chociaż raz wybrać do Pastuszkowa na przypomnienie, oraz w okresie wakacyjnym dowlec się na semi z Maartenem Walterem, tym razem już jako uczestniczki. Planujemy też oczywiście udzielać się dogfrizbiarsko. Tym razem nie przewidujemy żadnych sukcesów w tej dziedzinie, gdyż, jak wspominałam, musimy dzielnie przetuptać do klasy SuperOpen i robić tło najlepszym, ale, no, dla mojej suki to bez różnicy (bez urazy dla najlepszych:P) kto tam sobie przed nią i po niej fika za deklami, a ja od pół roku przygotowuję się do tego psychicznie, więc damy radę mieć FUN i w openach. Tyle tylko, że może w końcu dotrzymam postanowienia i zacznę ćwiczyć rzuty jak tylko śnieg zniknie, i zabiorę sukę na kilka prawdziwych treningów przed zawodami, i układ sobie ułożę trochę wcześniej niż dzień przed startem... Openy zobowiązują niezależnie od poziomu, jaki jesteśmy w stanie zaprezentować. Wypada pprstu zrobić to najlepiej, jak się potrafi. Oprócz tego, korzystając z faktu, że moja suka zrobiła się fajna, może przejedziemy się na jakieś zawody posłuszeństwa? Tylko, w momencie, w którym odpadło mi agility, nie jestem pewna, czy chce mi się płacić składki dla ZK. Chociaż wiele wskazuje na to, że najbliższe wakacje spędzimy we wzmocnionym czekoladowym składzie, więc wyboru związkowego nie będzie... Ale ale, to jeszcze nic pewnego, bo właściwie ja sama ciągle nie wiem, czy chce mi się tego szczeniaka, czy tak nie do końca (tzn. chcieć chcę, ale z drugiej strony pojeździłabym sobie trochę po świecie i fogle, a kupienie sobie stada owczarków i zostawiania ich rodzicom na milijony dni jest trochę przygłupawe chyba, cnie?).
niedziela, 20 listopada 2011
plany
Zainspirowana ostatnimi miesiącami dzielonymi jak to zwykle bywa na życie prawdziwe i na życie z psem, postanowiłam podzielić się taką przykrą obserwacją. Kocham swoją sukę. Naprawdę jest dla mnie strasznie ważnym stworzeniem i sądzę, że kiedy jej zabraknie, to bardzo długo będę miała z tym problem. Ale właściwie nie to jest tą wyżej wspomnianą obserwacją. Ogromna większość moich znajomych zapsionych to ludzie z kręgu 'psich intelektualistów' vel sportowców. Uogólniając każdy wybiera sobie psa z konkretnym przeznaczeniem. Do agility, do frisbee, do owiec, do obi, do ipo. Jest kilku, którzy biorą go dla czystej przyjemności posiadania psa, a jeszcze kilku mądrych bierze psa i w zależności od jego rozwoju wybierają w co się z nim wkręcić. Ja wzięłam Surika do agility. Oczywiście miała być też psem do wszystkiego, ale to hopki były dla mnie priorytetem. I zupełnym przypadkiem trafiła mi się suka do tego sportu wymarzona. Jej wygląd co prawda nie zdobywał uznania wśród większości 'znawców' rasy, jest natomiast przyczyną jej ogromnej zwinności i szybkości nieporównywalnej z większością biegających aussików. Gdyby nie fakt, że suka jest w moich rękach, pewnie od trzech sezonów załapywałaby się do reprezentacji na najbardziej prestiżowe zawody. Gdyby trafiła do osoby, która jeździ na treningi conajmniej 5 razy w tygodniu i ma perfekcyjnie zrobionego, choć mniej predysponowanego fizycznie psa, byłaby fantastyczna na torze. Tymczasem jest u mnie, gdzie przez pierwszy rok nie dogadywałyśmy się zupełnie. Gdzie ze względu na mój ówczesny wiek nastoletni i zamieszkiwanie terenów podmiejskich nie byłam w stanie zapewnić nam regularnych treningów tam, gdzie bym chciała, wałęsałyśmy się więc po różnych klubach, co chwila zmieniając pomysły, technikę i trenerów. Pomimo tego, że jako rozchwiana emocjonalnie nastolatka za błędy moje lub psa na torze lubiłam podrzeć mordę, moja suka, jak nigdzie indziej, dalej chciała biegać. Pomimo tego, że nigdy nie miała porządnych, regularnych treningów, opanowywała wszystko bardzo szybko i bieganie ciągle było jej ogromną pasją. Mimo tego, że dopiero po ponad trzech latach wspólnego biegania zmieniłam się tak, że nawet nie bardzo przychodzi mi do głowy zirytowanie się na sucz za jej lub moją durność, w końcu zrezygnowałam z treningów zupełnie. Ostatnio byłyśmy na zawodach na wiosnę, kiedy to klub przeniósł się na zupełnie drugi koniec warszawy. To, w połączeniu z pracą nocną porą, uniemożliwiło mi skutecznie zabieranie suczy na treningi. Dlatego zaczęłyśmy intensywnie frizbować. Ale przyszła do mnie taka refleksja kilka tygodni temu. Dlaczego wybieram dla mojego psa to, co jest najwygodniejsze dla mnie. Poczułam się tak źle wiedząc o tym, że miłość do frisbee kształtowałam w suce ja, stopniowo, boleśnie, choć na dzień dzisiejszy mogę chyba spokojnie powiedzieć, że skutecznie. A to, co moja suka kocha najbardziej jest tym, co jej zabrałam. Postanowiłam więc, że spróbuję, pomimo tych odległości i wszelkich niesprzyjających warunków, wrócić do treningów agility, chociażby tylko co weekend. Po dwóch tygodniach wymiany maili udało mi się wczoraj dotrzeć na trening. Ponad pół roku przerwy, a suka biegała jak po sznurku. Fantastycznie. Była tak szczęśliwa i tak wkręcona. Nie mogłam przestać się cieszyć, że sprawiłam jej taki fun i postanowiłam, że przecież jej tego nie zabiorę i będę jeździć, choćbym miała wydawać na benzynę całą kasę. Takie szczęśliwe udałyśmy się na spoczynek, aby rano dowiedzieć się, że treningi w takim założeniu są niemożliwe. Jest mi tak strasznie przykro, że nie potrafię robić z nią tego, co Króliczki Kochają Najbardziej. I wiem, że jest tyle osób, które od początku lepiej by ją poprowadziło, poświęcałoby jej więcej czasu, wygrywało z nią zawody i zamiast iść na imprezę, wzięłoby sukę na seminarium. A ja ją strasznie kocham. Nie mam własnego toru, ale zabieram ją ze sobą na drina, gdzie jest ulubienicą tłumów, DJa i sypia za barem. Nie udaje mi się wkręcić na owce, bo zawsze terminy są zajęte, ale idziemy nocą do parku, rzucam jej dekle, a potem przez 2h chodzimy po śpiącej warszawie, żeby wrócić do domu, położyć się razem w łóżku i oglądać tv. I gdybym się bardzo postarała, to pewnie bym mogła. Regularnie trenować na owcach i na hopkach, zamiast na wakacje wydawać kasę na seminaria. Ale wiecie co? Chyba nie chcę. Cieszę się tym, że mój sucz wpatruje się we mnie ukochującym wzrokiem niezależnie od sytuacji i tym, że znają ją barmani i dje lorki, kelnerzy w szarlocie i hipsterzy w planiebe. Pewnie gdybym do klubu miała 5km zamiast 50, to kilka razy w tygodniu by sobie biegała. Ale nie mam. Niech więc oficjalnie podanym będzie, że nie zmienię tego w żaden sposób, że nie będę wygrywać zawodów i zamiast na wieczorny trening, zabiorę sukę na wieczorne piwo. I nadal bardzo ją kocham, choćby wszyscy stwierdzili, że moje życie ją marnuje.
sobota, 29 października 2011
zaległości
postaram się w wielkim skrócie nadrobić.
zacznijmy, kontynuując, od dcdc. po Wrocławiu był Poznań, przeogromny wiatr i ogólnie niezbyt sprzyjająca aura, spóźnione na zapisy startowałyśmy na końcu. suczor był cudowny, pracowała przez cały występ (który był zupełnym fristajlem, kajam się i czołgam, bo zupełnie nic nie przygotowałam i to było słabe z mojej strony) na pełnych obrotach. t&f wyszedł nam jakoś kosmicznie niski bo niestety zmienny wiatr ciepał deklami o glebę nagle i bez ostrzeżenia najmniejszego. oczywiście pierwszy rzut za 4 pkt odbił się suce od zębów, a te właśnie 4pkt zapewniłyby jej wygraną. tym czasem zadowoliłyśmy się 3cim miejscem, a za nami, na miejscu czwartym, oglądaliśmy króliczą siostrę Lokersa, było więc miło, słodko i rodzinnie.
a tak ogólnie, to się obijamy bardzo. tak naprawdę jak tylko mogę (czyt.nie idę na uczelnię tylko gdzie) to biorę sucz ze sobą, szwędamy więc się po mieście od czasu do czasu. poza tym biegamy po lesie i tyjemy na zimę. ale oczywiście bawimy się frisbee. i z takich oto nowin przyjemnych, to niuńka nauczyła się stać na moich plecach i pozostając w bezruchu łapać talerze w zęby, jeden po drugim (tempo jeszcze nie jest fantastyczne, ale do przodu!;)). ponad to robi bardzo fajne vaulty (taki niby chest a trochę bardziej belly:P) z pełnym obrotem. mamy też taki mały słodki triczek związany z butterfly'em. zmieniłam nieco strategię back vaultów co dało bardzo przyzwoite efekty i jest ładnie. trochę też mam wrażenie, że su załapała flipy w tym sensie, żeby szarpnć swym ciałkiem robiąc gwałtowny obrót w powietrzu. no ale nigdy te jej flipersy nie będą szczególnie sprężynkowe i efektowne, czas się z tym pogodzić. ach, i planuję powrót do treningów agility i mam nadzieję, że nam to wyjdzie.
yo yo pozdro.
czwartek, 02 czerwca 2011
DCDC Wrocław 2011
Freestyle ułożony w piątek o 16. Pies padnięty po 3 dniach górskiej wycieczki. Och no, ogólnie zapowiadało się nienajlepiej. I nasza runda freestyle'owa mnie w tym upewniła- pomijając fakt, że w ogóle nie trzymałam się ułożonego planu, to jeszcze suka była, no cóż no, słabo włączona. Przez jej nastrój nie mogłam wrzucić w układ żadnych nowych elementów, nad którymi pracowałyśmy po Chorzowie, no bo nie wiedziałam, czy wyjdą jak trzeba. Tylko reversy były z nowości i wyszły fajnie. Trochę jestem zła, że nam nie policzyli AroundTheWorlda, który tam był i wydaje mi się, że na serio taki wyraźny i oczywisty. Żałuję, że za dog catcha też jest 0, no ale do tego mieli prawo- pierwszy był z dyskiem z moich zębów, w drugim dysk był nie złapany. No, było słabo i bez pierdolnięcia. Wyniki mówią same za się- player oceniony na 8.24, canine- tylko 6.33... Ale nic tam, i tak ją kocham. Po tej porażce wróciliśmy do domu czekając na t&f, w międzyczasie dostałam od Pauli info, że jesteśmy po free 2gie i nie bardzo mogłam w to uwierzyć. Pojechaliśmy na rundę decydującą. Najpierw na rozgrzewkę na drugim polu dwa rzuciki- ślicznie, 3+4, potem sukę do stawu i na start. Pierwszy złapany, 2p, drugi za niski, walnął w glebę, suka w drodze powrotnej zatrzymuje się 3 razy poniewać coś ze stawu przykleiło się jej do łapy. Szczerze już zaczęłam się śmiać w przekonaniu, że skończyy z tymi dwoma punktami. Ale jednak dałyśmy radę, trzeci rzut suka podbiła sobie zębami do trzeciej strefy i dalej już poszło- wyrzucałyśmy 13pkt, czyli niezbędne minimum do utrzymania się na drugiej pozycji. Tak więc na półce chwały króliczka mamy drugi, większy pucharek frizbiowy dcdc wrocław 2011, starters, 2/24 ;) http://www.youtube.com/watch?v=2cJfxppsP4E
A wczoraj moje burki były atrakcją na dniu dziecka w małym, prywatnym anglojęzycznym przedszkolu w Warszawie- Suri frizbowała, Żwirek był głaskany. Dumna jestem zwłaszcza z młodej, bo jeszcze rok czy dwa lata temu na widok dzieci albo uciekała, albo kłapała zębami. Tym razem z dzieciaczkami się przywitała, zrobiła dwie rundy pokazowe, a potem dała im się głaskać :)
poniedziałek, 02 maja 2011
DCDC Chorzów 2011
No i tak to. Freestyle wymyliłam dwa dni przed zawodami- w trakcie występu było widać, że wczeniej tego nie robiłam i nie było do końca przemyślane i nienajlepiej podpasowane mojemu psu. Ale ale, uzyskałymy nienajgorszy (ani tez nieszczególnie dobry) wynik 31,67 (tylko o 0,37 gorszy niz team na drugiej lokacie). W t&f byłam jako tak wyluzowana e na 6 rzutów 5 złapanych- ten jeden był nienajlepszy, 5 pozostałych idealnie podpasowane do Suriczka, no ale niestety zadziwiając samą siebie tylko pierwszy rzut był w strefie 3, pozostałe w 2! Shame on me, i to totalny wstyd. W sumie uzyskałyśmy 12.5pkt, co dało nam ogółem 107.51pts i trzecie miejsce na 18 startujacych, drugi był Sławek z Tintą z wynikiem 108.62, a wygrała, co bardzo nas cieszy, Agata z Nexee uzyskujac 109.51pts :) No cóz, powiedzialam sobie, ze teraz do Wrocławia za 3 tygodnie będę ciepać deklami ćwiczac do t&f przynajmniej ze dwa razy w tygodniu. Nad nowymi elementami do fristajla juz zaczęłyśmy pracować- okazało się, ze młoda potrafi zrobić całkiem fajnego, łagodnego reverse chest vaulta, a slady po pazurkach zostawia juz nie na biodrze, tylko na zebrach xD Wyjszło tez na jaw, ze jest w stanie zrobić coś na kształt flipa łącząc to z leg overem. Ogólnie muszę przyznać, ze sobotni freestyle robiłam dosć mocno 'asekuracyjnie'- tzn. robiłam tylko to, czego byłam pewna i co miałyśmy wypracowane juz wczesniej, nic nowego, co zaczęłysmy niedawno, tam nie było. Sama też trzymałam się bezpiecznych rzutów, co przyniosło efekty dwa- swietny taki, ze executionmamy na 92.3%, słaby taki, ze mimo tej łapalności i uzycia 5 rodzajów rzutów, ocena mnie jako playera w tym względzie nie była, no nazwijmy to w ten sposób - zabójcza, bo 2.05p ;) z team'u najlepiej oceniono nam vaulty (które były dosć słabe porównujac do tego, co zrobic potrafimy), i tylko o 0.05p gorzej dog catche i ATW (2.10). Najgorzej overy, no rzeczywiscie nie były szczególnie wymyślne, ale pracujemy nad tym intensywnie, no i nasz prosty, zgrabny multiple tez sie nie popisal uzyskujac tylko 1.98. Ale nad nim tez pracujemy, o czym wspomniałam po warsztatach z Karoliną ;) Su została oceniona mniej więcej równo za kazdy element, najnizej miała athleticisme, co mnie zdziwiło bo po występie kilka osób mi powiedziało, e bardzo ładnie technicznie skacze. Ale tam, jeszcze pokazemy co umiemy :) Biorę się za robotę, będa mnie musieli z tych Startersów wywalić siła. A jak wiemy jest na to tylko jeden sposób... x)
Nasz free
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
intensywnie
Zacznijmy od agility- yeah! slalom ogrodowy przeniósł się na prawdziwy. Młoda robi go fantastycznie. W ogóle na sobotnim treningu, po tak długiej przerwie, każda część jej ciała czekała na starcie oddzielnie, żyjąc i trzęsąc się z podniecenia w samotności, w tempie różnym od każdej pozostałej ;)
W niedzielę z kolei byłyśmy na warsztatach deklowych w szkole DogCampus pod okiem Karoliny. Sru była świetna. Zaskoczyła mnie tym, bo zawsze miałam opory przed wszelkimi frizbowymi eventami ze względu na jej psychoproblemy. A tutaj myk, ona już zupełnie dojrzała. Cudowna. Nooo może na początku na t&f mogłaby się bardziej postarać z dobieganiem do tych kiepskich rzutów, ale i tak kilka za 4.5 było, jak rzucałam bliziutko, to 3.5 wchodziło zawsze. Razem z Karoliną próbowałyśmy dojść do multipla na plecach. No i plan całkiem nieźle wychodzi póki co. Dodatkowo popracowałyśmy nad vaultami. No i nareszcie, totalnie wychodzą. Te od pleców i, o dziwo, te od nogi też! Siniak na biodrze to potwierdza xD DUmna jestem z maleństwa, ot i tyle. I z siebie też, chociaż zakwasy mam takie, że ledwie się dzisiaj poruszam ;)
niedziela, 10 kwietnia 2011
wystawowo
A więc, mamy trzecie CWC, niestety trzecie 'małe'. Sędziował nas dzisiaj pan Król, który kiedyś widział młodą w Jarosławiu w klasie szczeniąt. Wtedy pozostawił negatywne wspomnienia, dzisiaj był bardzo miły, choć opis też nieszczególnie rozwinięty, ale miły: "Typowa we wszystkich szczegółach, sympatycznie prezentowana, poprawnie uformowany tułów, dobry ruch, doskonała statyka." Fotek z ringu jeszcze brak, ale mamy powystawowe
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogowanie znajomych
|