Menu

suri & soczek & dżemor

pedobearSiunia|crazymixSoczi|aussomeDżemek czyli miejska dżungla, wiejskie błoto i latające dyski

pies i dziecko?

szaklyk

IMG_4740

Ostatnio bardzo bieżący w internetach temat. Na jednej z grup fb, do których należę, powstała cała wielka awantura w celu udowodnienia, kto ma rację- strona, która pozwala psom i dzieciom po sobie skakać, czy ta, która z gromkim przerażeniem wykrzykuje, że dziecko i pies to tylko pod pilnym okiem dorosłego. Jedna i druga grupa mnie nieco przeraża, ale do drugiej mi zdecydowanie bliżej. Bo wiecie, ta pierwsza to mamusie. Zakochane w swoich pociechach dwugatunkowych. Wrzucają filmy, na których dwulatek siada na psie. Pies przyzwyczajony, nawet się cieszy. Trochę sygnałów uspokajających wysyła, trochę mu niewygodnie, pewnie jakby dziecko źle docisnęło stópką to by dostało przypadkowego, odruchowego strzała zębami w twarz. Wrzucają też takie, na których trzylatka biega ze swoim owczarkiem w te i z powrotem krzycząc radośnie, pies delikatnie podgryza bluzeczkę dziecka, a na koniec, no przepraszam, ale to dziecko dojeżdża. Tak, próbuje rypać. I mamusia się tym chwali, że tak świetnie się dogadują i ona obydwoje tak bardzo kocha i w ogóle przyjaciele foreva. Seriously. No i inne 'prawdziwie kochające matki bez obsesji' to lajkują i ochyachy. Wtedy do akcji dołącza grupa pod wezwaniem 'DEBILE! JAK TAK MOŻNA!'. I zaczyna się wojna. Obrońcy zwierząt wrzeszczą bez ładu i składu, obrażają mamuśny intelekt, używają trudnego do zrozumienia dla normalnego człowieka języka. Matki więc obrażone, zakładają prywatną grupę na której chwalą się między sobą tymi filmikami i zdjęciami w dalszym ciągu. Bo one nie są w stanie uwierzyć, że pies to pies, a dziecko to dziecko. Podobny poziom rozumowania. Tyle tylko, że jedno ma paluszki, które może wsadzić nie tam gdzie trzeba jeśli się go nie dopilnuje i nie nauczy szacunku do zwierzęcia. A drugie ma zęby i naturalne odruchy związane z reakcją na nagły ból. Oraz ograniczoną cierpliwość. Prawdopodobnie w większości takich przypadków rzeczywiście przez większość czasu i dziecko i pies dobrze się bawią. I być może nawet nigdy nie dojdzie tam do tragedii większej lub mniejszej. Być może. 

I nie zamierzam krzyczeć, że 'na końcu i tak winny będzie pies!', bo to nie jest prawdą. Największą ofiarą jest dziecko. Zaraz za nią zwierzę. Tylko rodzice pozostają nietknięci. Ci na których niestety spoczywa pełna odpowiedzialność. Zdarzają się wypadki. Mało stabilny pies, dziecko które się potknęło, zawsze czujny rodzic który nie zdążył zareagować. Ale to są wypadki. Tutaj nikt nie jest winny. Jest to tragedia dla rodzica z każdej strony. Bo cierpi własne dziecko, bo ukochanego psa trzeba odesłać. Niestety takie wypadki stanowią mikro część całości 'wypadków'. Widzieliście pewnie te filmy, na których dziecko wsadza warczącemu psu rękę w gardło. Przez 1.5 minuty to robi. A rodzice to nagrywają. I chwalą się w internetach. To naprawdę są idioci. I to te psy są potem usypiane, bo okazały się agresywnymi bestiami, które nie wiadomo dlaczego pogryzły pięciolatka we własnym domu. No bestie, zaiste.  

Temat łączenia w życiu psa i dziecka jest bardzo trudny. Wiadomo, że dziecko zawsze powinno być ważniejsze. Ale nie zapominajmy o szacunku dla zwierzęcia. 

Mam bratanicę, najlepszego brzdąca na świecie. Młoda jest równo miesiąc starsza od psa Dżema. Od kiedy tylko zaczęła być mobilnym, kminiącym stworzeniem była uczona szacunku do przestrzeni i potrzeb moich psów. Zdarzyło jej się kiedyś sprawdzić, co się stanie jak nadepnie na ogon. Albo próbowała się przytulić do psa, który stał odwrócony w drugą stronę zainteresowany czym innym. Chciała też sprawdzić co akurat jedzą. Albo gonić go bo tak śmiesznie ucieka. Za każdym razem na spokojnie wytłumaczyliśmy jej, że tak nie powinna robić, bo piesek też czuje. Bo go boli. Bo może się przestraszyć i ugryźć. Bo lubi jeść w spokoju. Efekt jest taki, że teraz, w wieku 2.5 roku Helka jest najlepszym psim dzieckiem jakie mogę sobie wyobrazić. Dżem ją kocha, mimo że w ogóle nie kocha ludzi, a na początku ich wspólnej drogi młoda wydawała mu się przerażająca w tym swoim nieludzkim ludzkim zachowaniu. Potrafią się razem bawić, potrafią się przytulać i miziać. Każde z nich szanuje się nawzajem. Dla mnie to przykład idealnej koegzystencji w tym układzie. Ale powiem Wam, że każde z nich potrzebowało wielu, wielu wspólnych godzin żeby nauczyć się, jak ze sobą funkcjonować. I nie nauczyli się tego sami. Trzeba im to było wytłumaczyć i czuwać nad każdą kooperacją. Teraz też czuwam, ale zupełnie spokojnie. Bo wiem, że się znają. Helenka nie wpadnie na pomysł, żeby usiąść na psie. Pies nie wpadnie na to, żeby po niej skakać. Bo tak się nie robi, po prostu. Nigdy się nie robiło i tyle. Bo się tego nauczyli, obydwoje, od DOROSŁYCH, odpowiedzialnych ludzi w ich środowisku. 

Polecam przemyślenie tego wszystkim, którzy stykają się z tym 'problemem' psa i dziecka pod jednym dachem. 

peace&love

 

© suri & soczek & dżemor
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci