Menu

suri & soczek & dżemor

pedobearSiunia|crazymixSoczi|aussomeDżemek czyli miejska dżungla, wiejskie błoto i latające dyski

kupuj, adoptuj, przemyśl...

szaklyk

Dzisiaj powrócę do moich kynoprzemyśleń życiowych. 

Kiedyś popełniłam wpis o tym, że jestem fanką brania psów z adopcji w przypadku nieposiadania żadnych konkretnych wymagań od psa poza tym, żeby był psem określonych rozmiarów tudzież o bardziej lub mniej aktywnym trybie życia etc. I utrzymuję swoją opinię na ten temat. Wciąż uważam, że jeśli ktoś szuka konkretnych cech u swojego przyszłego psa np. do pracy, powinien szukać w dobrych hodowlach. Ale przeważnie jak ktoś szuka psa pod konkretne zadanie, to wie gdzie go szukać i czym się kierować przy wyborze. A jeśli ktoś inny po prostu chce psa do towarzystwa, to najpierw powinien swoje kroki skierować do fundacji, schroniska albo domu tymczasowego. Ale. No właśnie, tutaj dość istotna kwestia. Taki wybór musi być naprawdę bardzo dobrze przemyślany. Czy to pies rasowy, czy to adopciak, trzeba dokładnie wiedzieć, na co się piszemy. 

Jeśli bierzemy psa z niewiadomego źródła, o nieznanej przeszłości, możemy jedynie opierać się na chwilowych obserwacjach i kierować się przypuszczeniami z nich wynikającymi. Ale musimy być świadomi tego, iż zwłaszcza w przypadku takich psów nie mamy pewności, że nic się nie zmieni po pewnym czasie. Że adoptując dorosłego psa czasami nie mamy już wpływu na to, co zdążyło się w nim ukształtować. Z niektórymi rzeczami uda nam się zawalczyć, w innych polegniemy. To jest ten bagaż, którego nie ma przy szczeniaku branym z dobrej hodowli. Takie szczeniątko kształtujemy sobie sami opierając się na jego cechach charakteru, ale mamy pełną władzę nad tym, czego się nauczy, jakie zrobimy mu fundamenty, co przepracujemy zawczasu, a co zwyczajnie zepsujemy.

Oczywiście opieram swój wywód na moim własnym przykładzie. Obydwa moje owczarki trafiły do mnie mając około 9ciu tygodni, z fajnych hodowli, zadbane i zadowolone. U każdego droga była inna, inne były moje błędy, inne były ich wrodzone predyspozycje. Ale u każdego otrzymałam to, na co zapracowałam. Z kolei Soczek trafił do mnie w wieku niewiadomym, prawdopodobnie miał około roku. To jest najtrudniejszy pies do wspólnego życia, jakiego miałam. I nikomu bym go nie oddała, bo bałabym się, że skończy w schronisku, a jednocześnie czasami jestem głęboko przekonana o tym, że gdyby zgłosił się do mnie ktoś, kto o Soczku marzy, oddałabym go bez wahania z pewnym poczuciem ulgi. Bardzo jest mi głupio i przykro się do tego przyznawać, ale nie mam wyjścia, bo taka jest prawda. Kocham tego gamonia okropnie, jest najsłodszym psem na świecie. Całe jego ciało wypełnione jest miłością po brzegi, a wylewa się ona językiem. I chociaż włożyłam w niego lata pracy, pierwszy wspólny rok był nieprzerwanym treningiem, to pewnych rzeczy nie udało mi się przepracować. Być może to mój brak umiejętności, ale obstawiam jednak, że to już tak silnie zakorzenione zachowania, że mój wpływ na nie nie istnieje. Soczek jest mordercą, prawdziwie psim psem, myśliwym. Jego emocje często nie pozwalają na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Udało nam się wspólnie przepracować mnóstwo problemów, jest bardzo grzecznym psem dopóki posiada panowanie nad własnym umysłem. Ale wystarczy jeden bodziec, który go wyprowadzi z równowagi, i kontakt się urywa przynajmniej na chwilę. A czasami chwila wystarczy, niestety.  Ma też problemy z życiem w stadzie. Z jednej strony lubi te owczary, a z drugiej jest to kolejny element, który przerasta go emocjonalnie. Często wyładowuje swoją frustrację (która pojawia się błyskawicznie z bardzo błahych powodów) rzucając się 'niby w zabawie' na Dżema, który na widok nadbiegającego Soczka po prostu przykleja się do ziemi aby uniknąć konfrontacji. Siunia nie ma do niego cierpliwości zupełnie i często go przegania w swojej furii, na co Soczek oczywiście reaguje po pierwsze obsikaniem najbliższego elementu przyrody, po drugie rzuceniem się na Dżema. I choć z jednej strony nie sposób go nie kochać, na spacerach miejskich jest najgrzeczniejszy z całego stada, potrafi ciągnąć rower 15km i wciąż może jeszcze, to z tej drugiej często mam po prostu dość. Jak traci kontakt z bazą bo poczuje trop. Jak wpada w histeryczną furię próbując zamordować kota sąsiadów, który to głupiec postanowił przejść przez nasz ogród. Jak przekopuje cały trawnik w poszukiwaniu jednego szczura, którego w końcu po kilku dniach szaleństwa dopadnie. Jak przez 3h drogi w aucie popiskuje z podniecenia. Jak nie działają na niego żadne naturalne środki uspokajające. I jak wyrywa i szarpie na spacerach, odbierając z nich co najmniej połowę przyjemności. 

Ostatnio jakoś silniej to odczuwam zapewne dlatego, że wróciłam z Dżemem na wieś po śmierci mojego taty i znowu mieszkamy w psim komplecie. Soczkowi świat się zawalił, wszelkie zmiany są dla niego bardzo trudne i wszyscy to odczuwamy. Trochę niesamowite jest to, jak jeden pies potrafi wzbudzać skrajne uczucia w tym samym niemalże momencie. 

I tak tylko chciałam powiedzieć, żebyście zawsze porządnie przemyśleli decyzję dotyczącą zanabycia psa. Każdego. A zwłaszcza tego 'znikąd'. Jestem przeciwnikiem wciskania psów ludziom na siłę, bardzo nie podobają mi się domy tymczasowe czy fundacje etc., które oddają psy ukrywając ich potencjalne problemy. To nie jest okej. Przyszły właściciel musi być świadomy, że pies może sprawiać kłopoty. Że ma takie a nie inne wady. Oraz tego, że pies o nieznanej przeszłości to często pies, który pokaże się w pełnej krasie dopiero kiedy poczuje się pewnie i bezpiecznie w nowym, swoim domu. To nie zawsze jest złe, ale trzeba pamiętać o ryzyku i mieć to na uwadze szukając nowego członka rodziny. psywtedytrearz

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kaja] *.toya.net.pl

    Zgadzam się w zupełności z tym, co napisałaś i jednocześnie to pocieszające, że nie tylko ja czasami załamuję ręce nad tym, co adoptowałam.

  • Gość: [Dziabongowo] *.dynamic.chello.pl

    Adopcja jest dla ludzi z czesciowo sprecyzowanymi oczekiwaniami ale nie takimi w 100%. Bo w 100% (a raczej 99%) można celować tylko z szczeniaki po konkretnych liniach a nie w adopcję. Jeśli ktos nie ma sprecyzowanych oczekiwań i strzeli w psa trudnego to pierwszy krok do zwrotu. Jeśli ktoś szuka psa do sportu to może celować w adopcję ale musi sie uzbroic w drogę przez mękę z fundacyjkami. Mozna znależć fajne psy do adopcji z popędami i chęcia do współpracy ale problem polega na tym, że nikt tego nie bada u psów a panienki z fundacji najchetniej dawałyby psy do adopcji na kanapę. Niewiele znam sytuacji w ktorych szukano psu sportowego domu ale sa to adopcje udane. Np w Azylu pod Psim Aniolem jakis czas temu byl Kacper z ogromnymi predyspozycjami (ktore zostaly odkryte podczas Projektu Latajace Schronisko), teraz cwiczy IPO z swoja nowa opiekunka.
    A może po prostu nie dociera do mnie jak mozna wziac pod dach zywą istote i nie myslec o jej potrzebach, aktywnosci i problemach. I jak mozna wyadoptowywac psy bez dokladnego okreslenia tych rzeczy.

  • Gość: [Dominika] *.tel.tkb.net.pl

    Bardzo fajne przemyślenia, doceniam szczerość i autentyczność tego wpisu. Sama współpracowałam z różnymi fundacjami i muszę przyznać otwarcie, że jest tragicznie. Oszukiwanie ludzi, zatajanie problemów, domy tymczasowe koszmarnej jakości, psy trzymane w melinach pijackich i syfie - jednocześnie blokowane do adopcji ponieważ przynoszą wpłaty, zyski dzięki swojemu rozpaczliwemu wyglądowi... Nękanie adoptujących, ankiety i zmuszanie do tłumaczenia się kto jest właścicielem mieszkania w którym mieszkasz, jakie ponosisz miesięczne opłaty, czy nie spodziewasz się/nie planujesz kolejnego dziecka, gdzie pracujesz, ile zarabiasz... Kradzieże psów, mających właścicieli i ukrywanie ich przed nimi, a do tego zbieranie kasy na tego typu psiutki. Karmienie karmą wegańską, co doprowadza do znacznego pogorszenia stanu zdrowia psa po przejściach... Robienie głośnego show na temat złego-właściciela, któremu zwyczajnie pies uciekł przez ogrodzenie i zabrudził się w okolicznym błocie... Kupowanie sprzętu rehabilitacyjnego za 10 000zł dla starszego schorowanego psa który straszliwie się męczy i powinien zostać uśpiony ale mimo to prowadzona jest uporczywa terapia pod publiczkę... (gdzie w schronisku umierają szczeniaki... nie ma kto ich leczyć na choroby występujące tam). Ja pomijam już to, że ów sprzęt za 10 000zł jest wart rynkowo około 1000-3000zł - no ale jak zakład prowadzi "koleżanka" i kasa jest "fundacyjna" to można te pieniądze prać. Miałam dużo styczności z psami adopcyjnymi i wiele razy zdarzają się takie adopcje, psów skrajnie niezależnych, agresywnych, których nie da się całkowicie zsocjalizować. Mawiają "miłość może wszystko" oraz "te adopcyjne bardziej kochają i są lepsze" - po tym ja osobiście właśnie poznaję, że gówno wiedzą tego typu ludzie... Lub "pomagają" przez internet i na tym ta zabawa się kończy. Moja najlepsza koleżanka prowadziła terapię psa przez 3 lata, mimo to pies nadal nie panował nad sobą - atakował wszystko i wszystkich. Wychodziła z nim o 4 rano i po 23.00 na smyczy i w kagańcu. Nie pomagały terapie, socjal, zdecydowanie i kolczatki. Pies teraz mieszka u jej dalekiej rodziny na wsi... w kojcu, z którego praktycznie nie wychodzi. Tak bardzo chciała pomóc dla tego psa, fundacje tak ją przekonały. Jej życie przez kilka lat było koszmarem, żyła w strachu co ten pies może zrobić dla kogoś gdyby nie daj boże go nie utrzymała, gdyby się wyślizgnął czy uciekł. Nie zapraszała nikogo do domu. W końcu zaszła w ciążę i musiała wybrać między ukochanym psem a życiem i zdrowiem dziecka. Tak wygląda bardzo często adopcja. Mogłabym przytoczyć wiele takich przykładów... Jeśli chodzi o statystyki wśród moich przyjaciół adoptujących psy wygląda to tak, że jeden na dziesięć faktycznie jest normalny, zrównoważony i nadaje się do czegokolwiek. Problemami psów nie pochodzących z dobrych hodowli często jest: lęk separacyjny, agresja, lęk przez nieznanym, skrajne emocje negatywne lub pozytywne w jednej chwili, niepoczytalność, nieprzewidywalność, gonienie rowerzystów, nienawiść w stosunku do innych zwierząt lub dzieci. Spacery bywają koszmarem, niejednokrotnie psa nie da się spuścić ze smyczy w obawie, że ucieknie, lub ugryzie przechodnia za nogawkę. Wiedząc o tym kupiłam psa - usłyszałam, że jestem "pusta i samolubna" od moich fundacyjnych koleżanek. Nie uważam tak, nie chciałam przechodzić tej traumy. Chciałam mieć psa do pracy, na wystawy, psa domowego, który pokocha moje dzieci. Nie byłam w stanie adoptować, nie w mojej sytuacji, nie przy moich planach... Uważam, że bycie z psem musi sprawiać przyjemność i dawać satysfakcję. Potępiam branie psów na siłę z adopcji, bo to rujnuje życie dla adoptującego i adopciaka.

  • moyre

    Nie można się z Tobą nie zgodzić. Sama mam adopciaka i swoją drogę już przeszłam. On chyba też. Zabrałam go w podobnym wieku co Ty Soczka, czyli około roku. Nie znałam jego przeszłości, jego zwyczajów. Wiedziałam jedynie tyle, że jest psem z "kategorii" psów pasterskich. Później się okazało, że to psiak w typie ozika. Rok, a nawet więcej trwał jego trening do przywrócenia go do żywych, czyli nauczenia prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. To czego nie musiałam go uczyć to chodzenia na luźnej smyczy. Bał się schodzić/wchodzić po schodach, trzeba go było tego nauczyć. Przeszliśmy wiele, ale też wiele jeszcze przed nami. Udało się dużo wypracować, została tylko jedna sprawa, która nie jest już do całkowitego ogarnięcia. Praca nad emocjami nie jest łatwa, a praca nad tym z psem o nieznanym pochodzeniu jest jeszcze trudniejsza. Ludzie niestety nie zdają sobie z tego sprawy. Idą do schroniska i w jednej chwili ulegają emocjom, bo jest tam tyle psów pragnących miłości. Następnie widzimy jak takie stworzenie wraca jak bumerang. Historia zatacza ponownie koło. Smutne jest to, że ludziom się nie chce. Nie chce im się pracować, a przy pierwszym napotkanym problemie wolą się psa pozbyć. Niezależnie skąd mamy psa, czy z hodowli czy z adopcji, wspólny trening powinien być na pierwszym miejscu. Owszem, łatwiej jest pracować z psiakiem z dobrej hodowli, gdzie wiemy z czym mamy do czynienia. Ale czy psiak z adopcji nie uczy nas więcej? Nie daje nam większej satysfakcji nawet z najmniejszych postępów? W tym jest cała magia w pracy z psem z często nieznaną przeszłością.
    Gratuluję tak trafnych przemyśleń i szczerości. Mało kto jest w stanie przyznać się do pewnych rzeczy. Myślę, że tylko osoby, które mają za sobą adopcję psa, będę potrafiły to zrozumieć.

  • Gość: [mututu] *.centertel.pl

    Mnie jeszcze denerwuje wciskanie ludziom, którzy chcą decydować się na jakąś rasę, że może jednak nie, bo rasa jest trudna, i lepiej zdecydować się na kundla z adopcji. Bzdura. Psy z adopcji bywają o wiele trudniejsze, niż każdy inny, np hiperaktywny, ale układany od szczeniaka, brany ze sprawdzonej hodowli pies. Choć oczywiście w obu przypadkach można trafić różnie.

  • klaudka2013

    Cześć! Prowadzę bloga ozwierzatkach.blox.pl i chciałabym rozpocząć akcję: Blogerzy pomagają zwierzętom. Aby się do niej przyłączyć wystarczy, że np. opiszesz mi jak pomogłaś jakiemuś zwierzęciu, zawiozłaś karmę do schroniska itd. Wspaniale by było gdybyś wysłała mi zdjęcie z uratowanym przez siebie zwierzakiem ze schroniska jeżeli masz. Mogą to być również zdjęcia z akcji organizowanych przez różne fundację. Cokolwiek! Wszystko opublikuję na moim blogu wraz z linkiem do Twojego. Wspólnie pokażmy, że warto pomagać! Zapraszam wszystkich blogerów do udziału w akcji. Kontakt: o.zwierzatkach@autograf.pl
    Pozdrawiam ;)

  • Gość: [Hey-Doggy!] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Warto uświadamiać ludzi. Niestety różnie to bywa z psami adopcyjnymi. Jednak wydaje mi się, że psy rzadziej wracałyby spowrotem gdyby fundacje, schroniska czy dt kładły większy nacisk na poinformowanie ludzi co może nastąpić i co już w psie jest. Jednak druga strona medalu też jest taka, że ludzie idą na łatwiznę i jak pojawia się problem, to się go pozbywają zamiast chociaż spróbować coś zrobić. W każdym razie, wybór, jaki by nie był, powinien być świadomy i przemyślany :-)

  • Gość: [sisi] *.szczecin.mm.pl

    Adoptowałam kilka lat temu psa ze schroniska. Nie przepracowałam z nim wielu rzeczy, bo zwyczajnie nie potrafię. Z opisu Twojego pupila wynika, że mamy DOKŁADNIE takie same problemy. Nigdy, przenigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłabym go oddać z któregokolwiek z tych powodów. Nie odczułabym ulgi. Gdyby go zabrakło serce by mi pękło. Kocham tego psa ponad życie i pomimo wszystko.

  • Gość: [kay] *.dsl.sta.abo.bbox.fr

    Znam przypadek pary terrierów z hodowli, żadnych traumatycznych przeżyć, a nie da się z nimi normalnie funkcjonować. Po prostu są to psy myśliwskie, o gigantycznym temperamencie. Wyglądają wprawdzie jak zabawki, ale potrafią rozkopać cały ogród w poszukiwaniu myszy. Jeśli tylko się uda, zabijają wszelkie możliwe zwierzęta. Ciągną na smyczy. Terroryzują dzieci. Jednocześnie są to słodkie i bardzo przyjazne psy, merdają ogonem na ulicy do obcych ludzi. Na szczęście mają do dyspozycji duży teren na wsi, więc nie ma z tym większego problemu. Gdyby ich właściciel mieszkał w mieście, już dawno wylądowałyby w schronisku.

    inny pies, sznaucer z hodowli, problem z agresją pojawił się, gdyb miał kilka lat. Tylko dzięki ogromnej pracy i woli właścicieli pies "wyszedł na ludzi". A nie miał żadnych traumatycznych przeżyć za sobą.

    To nie jest tak, że pies się zachowuje źle, bo jest z adopcji, czy ma traumatyczne przeżycia. Zapominacie o genach, które odpowiadają za pewne predyspozycje. Z psa myśliwskiego nie da się zrobić psa pasterskiego (choć w drugą stronę jest to możliwe, pies pasterski może polować). Są psy pobudliwe, nadwrażliwe (źle znoszące zmiany) - zupełnie tak jak ludzie.

    Błędem jest pogląd, że pies z hodowli będzie idealny i nieagresywny. A jaka jest gwarancja, że nie odziedziczył złych genów? Ileż psów rasowych ma problemy psychiczne, i to mimo dobrego wychowania i socjalizacji? O chorobach czysto fizycznych, wynikających z chowu wsobnego, nawet nie wspominam.

    Moi znajomi mają psy rasowe i kundle. Kundle zwykle sprawiają znacznie mniej problemów niż rasowe, pewnie właśnie dlatego, że nia mają wyolbrzymionych przez hodowlę pewnych cech, takich jak silny instynkt myśliwski itd.

  • Gość: [ast] 193.0.236.*

    A ja mam psa ze schronu / 4 lata tam była / sunie amstaffa. Adoptowana z fundacji zajmującej się pomocą dla psów TTB. Brałem w ciemno, sugerując się dokładnym opisem przez fundacje oraz dwa razy odwiedzając sunie w hotelu fundacji. Jest z nami od zeszłego lata , zostaje w domu na ok 10 h nie niszcząc , nie wyjąc po prostu zostawiona sama śpi. Mimo opisu '' nie przepada za innymi psami '' po wielu miesiącach ma wielu '' znajomych '' na osiedlu i to różnych ras. Pies rewelacyjny mimo stereotypu psa '' mordercy''. Teraz chodzimy na szkolenie '' pies rodzinny '' i jesteśmy zachwyceni jak szybko się uczy. Oczywiście można trafić na psa z różnymi problemami ale nam się udało. Pozdrawiam

  • Gość: [hartczakra] *.ip4.krucznet.com.pl

    Wielce mądry post, zgadzam się we wszystkich aspektach, co więcej sama mocno dostałam po pupie porywając się na adopcję pieska (rasowy za darmoszkę? no jaha!). Nauczona podobnie gorzkim doświadczeniem już rok temu popełniłam ten oto post (który nie do końca dobrze przeżył przeprowadzkę na własną domenę): myheartchakra.pl/2015/01/moj-gos-w-sprawie-nie-kupuj-adoptuj/ myślę, że dość podobne przemyślenia :)

  • Gość *.static.ip.netia.com.pl

    Dwa lata temu adoptowałam psa z fundacji - sunię odebraną interwencyjnie przez TOZ z jakiejś meliny. Miała mniej niż rok. Chyba nigdy żaden pies, a miałam ich w życiu sporo, mnie tak nie kochał, nad żadnym tyle nie pracowałam, żaden nie kosztował mnie tyle nerwów i żaden nie nauczył mnie tak wiele cierpliwości i panowania nad własnymi emocjami. Chociaż miałam momenty totalnej "załamki" (mój pies nie akceptuje obcych, nawet na ulicy atakował każdego, kto przechodził obok), to teraz patrzę na nas obie i z obu jestem bardzo dumna - z niej, że tyle w sobie wypracowała (dla psa to też był ciężki czas), z siebie - że dałam radę. Bo rzeczywiście adopcje psów po przejściach to decyzja, która zmienia całe życie - trzeba się zastanowić, czy można poświęcić psu 3h dziennie na treningi, czy na pewnym etapie jest się gotowym dostosować własne życie do pewnych zachowań psa - dużo można przepracować, ale nie wszytko.. O tym trzeba mówić, żeby uniknąć wielu psich tragedii :(

  • szaklyk

    Nigdy w życiu nie podpisałabym się pod stwierdzeniem, że rasowość zabezpiecza przed problemami ;) Ten post odnosi się do ryzyka przy braniu psów 'znikąd', nie do ryzyka przy braniu psów z hodowli. Zresztą na zbliżony temat w kontekście jednej rasy wypowiadałam się już wielokrotnie- zupełnie nie uważam, żeby posiadanie rodowodu zabezpieczało przed czymkolwiek. Ani zdrowotnie, ani psychicznie. Uważam tylko, że przemyślana decyzja, świadomy wybór linii i hodowli zdecydowanie zmniejsza ryzyko 'złego trafienia'. Przy adopcji mamy znacznie mniejsze możliwości sprawdzenia psa- nie znamy jego przodków, nie wiemy co w nim siedzi, nie znamy bagażu jego doświadczeń. Znam mnóstwo fantastycznych psów z adopcji, ale znam też takie, które okazały się bardzo problematyczne. Uczulam na to, że trzeba zwyczajnie liczyć się z taką możliwością. Każda decyzja o nowym psie wiąże się z ryzykiem i odpowiedzialnością, zawsze można 'źle trafić, albo mieć super szczęście i trafić na psa swojego życia. Miałam psy z pseudohodowli, miałam psy z porządnych hodowli i z lasu, każdy był inny, nawet moje psy tej samej rasy są kompletnie różne, bo z zupełnie różnych linii i hodowli nastawionych na inne priorytety.
    Moim celem jest wyłącznie uczulenie na różne możliwości rozwoju wydarzeń ;)

  • Gość: [m o] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Świetny i szczery post.

  • Gość: [Ewa] *.interpolska.pl

    Dopiero trafiłam na ten post i popieram w 100%!

    Sama mam adoptowaną z fundacji sukę. W tej chwili jest świetnym psem, kocham ją bardzo i nikomu bym jej nie oddała, ale.... Pierwsze pół roku życia z nią pod jednym dachem, było koszmarem.
    Fundacja nas nie uprzedziła o tym, że:
    - suka ma potworny lęk separacyjny (do tego stopnia, że wygryzła dziurę w metalowej klatce, klatka oczywiście była wprowadzona prawidłowo)
    - była bita i trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem (nie można było podnieść głosu w jej obecności, machnąć ręką w jej kierunku, wyciągnięcie mopa/odkurzacza powodowały napady paniki itp.) ,
    - przez lęk separacyjny i zazdrość jest agresywna do innych psów,
    - nie potrafi panować nad emocjami i za każdym razem gdy się ucieszy/przestraszy/itp. to wylewa cały pęcherz pod siebie.
    i jeszcze o kilku mniej ważnych rzeczach.
    W tej chwili o większości z powyższych problemów pozostało jedynie wspomnienie, a z resztą nauczyliśmy się żyć.

    Niestety fundacje/schroniska/domy tymczasowe, bardzo rzadko rzetelnie sprawdzają psy i informują potencjalnych adoptujących o wszystkich problemach (niektóre do tego w umowach adopcyjnych wpisują kary za zwrot psa). Nie mówiąc już o wsparciu szkoleniowym czy behawiorystycznym po adopcji. Dopóki to się nie zmieni, to w moim odczuciu akcje pt: "nie kupuj, adoptuj" nie mają sensu.

  • Gość: [hooper] *.warszawa.vectranet.pl

    a przepraszam ale co pani wie o adopcjach wlasciwie? Widze ze opierasz caly swoj wywod o JEDNEGO psa z adopcji ktorego masz w domu.

    oczywiscie, adopcja musi byc przemyslana, dt i fundacje ktore ukrywaja informacje o wadach psa to najgorsza rzecz jaka moze byc itd. itd. nie mozna sie nie zgodzic.

    ale to, ze ty sobie nie radzisz z jednym psem ktorego masz z adopcji nie znaczy, ze zawsze tak jest. czesto jest tak, ze taki dorosly pies, nawet juz z pewnymi ugruntowanymi nawykami, jest prostszy do prowadzenia niz szczeniak z hodowli. pies wchodzi do nowego srodowiska i od poczatku mozna pracowac nad wszystkim z czym ma problemy, ktore to rzeczy oczywiscie wychodza powoli. oczywiscie zdarzaja sie psy bardzo trudne, zdarzaja sie wybory nieprzemyslane, ale twoje mocne slowa o tym ze takiego psa ZAWSZE jest trudniej wychowac bo ma juz jakies wczesniejsze doswiadczenia zwyczajnie sa nieprawda. bralam udzial w wielu adopcjach psow doroslych (szczeniakow zreszta tez) ktore poszly wysmienicie a psy w nowych domach radza sobie super.

    wspolczuje problemow z adoptowanym psem (tez mialam takie z niejednym u mnie w domu) i zycze powodzenia na przyszlosc, ale prosze nie uogolniaj twojej pojedynczej historii w temacie na ktorym ewidentnie sie nie znasz.

Dodaj komentarz

© suri & soczek & dżemor
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci