Menu

suri & soczek & dżemor

pedobearSiunia|crazymixSoczi|aussomeDżemek czyli miejska dżungla, wiejskie błoto i latające dyski

DCDC Sopot

szaklyk

DCDC Sopot, czyli wszystko na odwrót. Zawody jak zwykle cudownie zorganizowane oraz w świetnym towarzystwie. Tym razem w końcu przygotowałam freestyle'a, wprowadziłam kilka nowych elementów. Nasze wypracowane overy zostały docenione w sobotniej rundzie i ocenione na 2.25! <3 To mój mały osobisty sukces, niestety na nim i całkiem wysoko ocenionym multiplu (2.0), passingu (1.9) i ATW(2.0) sukcesy fristajlowe się kończą. Pogoda nie była sprzyjająca, w sobotę bardzo, bardzo parno i gorąco, w niedzielę upał szalony. Niestety wróciły suczkowe problemy, które zniknęły na ostatnich kilka lat. Suczi w sobotę poruszała się chwilami kłusem, ale miałyśmy niezłą łapalność i ogólnie ładnie dawała radkę, chociaż niestety zdecydowanie nie była to suczi z ubiegłego roku która fikała na ponad 34pkt... W niedzielę fristajl ze świetnie podkręconym wstępem, ale bardzo szybko zauważyłam, że mi sucz odpływa, na tyle że nawet nie miałam pewności, czy rzucać jej trudniejsze elementy, i całościowo jakość występu spadła na ryj, a na koniec stało się najgorsze, o czym już zdążyłam zapomnieć że się kiedyś zdarzało, czyli Siunia odmówiła współpracy. Na ostatnim elemencie, dogkeczu, tuż przed namiotem sędziowskim stanęła i powiedziała, że ona już nie chce i będzie płakać. Okropnie byłam tym występem zawiedziona i wiedziałam, że na pewno będzie oceniony niziutko. Przykro o tyle, że miałam ogromną nadzieję zakończyć naszą fristajlową karierę fajnym występem, a wylazło w nim wszystko, z czym całe sucze życie się zmagałyśmy i wydawało się, że problem przestał istnieć wiele lat temu. Jeszcze bardziej przykre też dlatego, że w końcu udało nam się zrobić przyzwoitą rundę tossa! 5 rzutów, 5 złapanych, 5 w trzeciej strefie, 2 w wyskoku, czyli 16 ładnych punktów i awans o kilka pozycji w górę. Bardzo ogromnie byłam szczęśliwa i dumna i z suczki i z siebie, że się w końcu udało. Chociaż oczywiście jak to ja szybko zaczęłam żałować, że podeszłam do tego tak asekuracyjnie i nie ciepałam w czwartą strefę, ale to taki objaw mojego psychicznego problemu wiecznego samoniezadowolenia. I rzecz ostatnia, która zawodom podnosi rangę przykrości to fakt, że tak jak i w ubiegłym roku byłyśmy pierwszym niezakwalifikowanym do finałów teamem. Ale niestety nie da się ukryć, że te fristajle w żadnym razie nie powinny nas do niego zakwalifikować. Soczek wystartował w tossie forfun, w sobotę przepięknie pracował, chociaż trochę odbijał zębami niestety, ale był skupiony i wkręcony i wysiupał całe 7.5pkt ;) W niedzielę dał przykład Siuni i powiedział, że jest zbyt gorąco i on to ma w swoim czekozadku, biegał, niedobiegał i ogólnie to był sobą, złapał chyba jeden czy dwa bliskie dyski.

Ogólnie więc poza klasycznym uwielbieniem całej zawodowej atmosfery i uzależnienia od jeżdżenia na nie, został żal i smutek, że kilka elementów, nad którymi pracowałyśmy rzeczywiście były tej pracy warte i zostały docenione, ale całokształt to przykra porażka i najgorszy występ od naszego debiutu 6 lat temu... Smutek, smutek i jeszcze raz smutek z takiego podsumowania naszych frizbowych wieloletnich starań.

© suri & soczek & dżemor
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci