Menu

suri & soczek & dżemor

pedobearSiunia|crazymixSoczi|aussomeDżemek czyli miejska dżungla, wiejskie błoto i latające dyski

DCDC Wrocław 2014

szaklyk

Przełomowe zawody.

Pierwszy raz od dwóch lat toss rzucany przyzwoicie w czwartą strefę.

Pierwszy raz w Openach freestyle sobotni lepszy od niedzielnego i to na tyle, że nie tak zupełnie zamykałyśmy stawkę.

A poza tym to Wrocław- super miasto, super ludzie, super zawody ze świetną atmosferą.

Jeśli chodzi o same występy, to niestety wciąż brakowało mi ułożonego free. Nawet muzykę zgarnęłam tę co na poprzednich dwóch zawodach. Wymieniłam w układach kilka elementów i teraz już wiem, które po ocenie sędziów zostawić, a do których jednak wrócić. Jedyny element, nad którym pracowałyśmy (to chyba zbyt wielkie słowo, zrobiłyśmy dwa razy przed zawodami) to trochę inny multiple niż do tej pory, i on nam zacnie wyszedł.

W sobotę suczi była mało szczęśliwa, ponieważ po piątkowej nocnej uczcie blokowiskowej, gdzie wciągnęła substancję na szczęście bliżej nieznaną, ewidentnie bolał ją brzuszek. Nie chciała jeść, pić, pływać ani się załatwić, wciąż tylko pasła się jako ta koza. Pasła się nawet już po wejściu na ring. Ale za dyskami chciała biegać, to jedyne co ją odrywało od trawy i niezwykle mile mnie tym zaskoczyła. No ale na występie było widać, że nie daje z siebie wszystkiego, niemniej od początku do końca ładnie pracowała i dawała radę :) Ja też w miarę ogarniałam, choć nie było to tak finezyjnie rozwinięte jak fristajle zaplanowane i przemyślane, jednak ogólnie był to fristajl udany, chociaż zdecydowanie dupy nie urywał i dostałyśmy za niego 31.49pts.

W niedzielę obudziłam się w koszmarnym stanie- przytkane zatoki, straszny ból głowy i nieogarnianie świata. Masakra. Wzięłam trzy ibupromy, które niewiele zmieniły w moim życiu. Na rozgrzewce przed tossem nie byłam w stanie rzucić dwóch przyzwoitych backhandów jeden po drugim. Byłam tym histerycznie załamana i już czułam, jak płonę za wstydu. Wyszłam z suczką na ring, i ciepnęłam jak umiałam. Czwarta strefa, idealny rzut dla psa, moja suczi wyskakuje, łapieeeee o jednak nie łapie, odbija zębami, szaleńczo pląsa żeby to uratować ale niesteeeety nie udaje się. Nieco smutna ale i szczęśliwa, że rzut taki ładny wołam ją 'dawaj dawaj mały pauonku', Suri na fajnym drajwie biega, przynosi, leci, łapie kolejny piękny rzut- 4.5pkt, przynosi, rzucam, łapie za 3 pkt, rzucam kolejny, leci nisko w lewo, spokojnie do wyjęcia, ale suczi pobiegła na pamięć w prawo i jak zorientowała się w sytuacji to już był po ptokach. Ale przyniosła, dała, ostatnie sekundy, rzucam perfekcyjnie w środek czwórki, suczka przepięknie w locie łapie, szczęście mnie wypełnia, z megafonu słyszę 'pięknie złapany idealny rzut, aleeee.... niestety nie możemy Ci go policzyć, bo stanęłaś na linii'. Wtedy poczułam czym jest apogeum autodestrukcji, miałam ochotę walić głową w drzewa i przepłakać pińcet dni. Po wielu godzinach doszłam jednak do wniosku, że mimo iż nasz wynik nie różnił się zbytnio od poprzednich, to runda była dużo lepsza, ja nareszcie przełamał swoje blokady i rzucałam bardzo przyzwoicie i że jak tak dalej pójdzie, to może walniemy sobie tossa w Sopocie na 20 punktów, a nie na 7.5 ;)

Niestety ta runda zrzuciła nas na prawiesamo dno, ostatniego fristajla więc robiłyśmy jako jedne z pierwszych teamów. Mnie telepało, było mi zimno mimo pięknej pogody, trzęsło mi się wszystko i nie ogarniałam rzeczywistości z bólu głowy. Na szczęście suczka czuła się fantastycznie, miała ekstra flow i zdecydowanie nadrabiała. Jej oceny podskoczyły ewidentnie w stosunku do sobotnich, moje drastycznie spadły na ryj, a co za tym idzie spadła też ocena teamu. Tak więc w niedzielę naszą ocenę uratowała suczi, która wyżej skakała, szybciej biegała i lepiej chwytała. Nie była niestety na tyle wpływowa, żeby ogarnąć mnie i moje rzuty oraz zagubienie, ale ponoć wcale tego nie było widać i tylko wtajemniczeni rozumieli powód szeroko pojętej przeciętności tego występu ;)

W każdym razie pocieszam się faktem, że mimo nieprzygotowania i tego, że wymieniłyśmy się dniowo z suczką niedyspozycjami, to gdyby te dwa smutkowe rzuty na tossie nam wyszły jak należy, tzn. pierwszy suczka by złapała zamiast odbić, a ostatni rzuciłabym ze stopą kilka centrymetrów dalej od linii, to wskoczyłybyśmy dokładnie 10 pozycji w górę. I żaden z naszych freestyle'i nie był oceniony poniżej 30 punktów. Tak więc na Sopot mam cfany plany, żeby w końcu układ sobie przygotować i nawet kilka razy przećwiczyć i powtórzyć nasz magiczny wynik powyżej 34pts z ubiegłego roku :D

 

Tutaj jest filmik z naszych Wrocławskich fristajli:

https://www.youtube.com/watch?v=kh6ZKbyXtgg

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kaśka Socha] 78.10.133.*

    Żakla, ogromnei gratulujemy, mimo wielu niedyspozycji, udanych występów :) bardzo radośnie się was oglądało na żywo :)
    ps, pozwolę sobie podlinkować wasz blog u siebie :)

© suri & soczek & dżemor
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci